Floryści z Forum Kwiatowego zagrali dla WOŚP
:):)

10 stycznia 2010r odbył się XVIII już finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zaproszeni do studia TVP2 goście ze świata rozrywki, sportu, polityki, medycyny i in. zostali obdarowani bukietami, przy których tworzeniu uczestniczyłam. Poniżej przedstawiam Państwu artykuł, który napisała moja koleżanka Jola.

Sie ma !

Wielka orkiestra – to rokrocznie wielkie przedsięwzięcie, to imponujące liczby.

W roku 2009 zebrano 40.458.625,09 zł z czego:

26.200.000 zł przeznaczono na zakup sprzętu medycznego dla wsparcia diagnostyki onkologicznej dzieci;

6.000.000 zł przeznaczono na zakup urządzeń do badania otoemisji akustycznych w ramach Programu Powszechnych Przesiewowych Badań Słuchu u Noworodków;

2.000.000 zł przeznaczono na prowadzenie Programu Ratujemy i Uczymy Ratować;

itd., itd.

Nie bez powodu zaczęłam od przytaczania liczb. Powtarzają się one we wszystkich mediach, ale tylko nieliczni uświadamiają sobie ich wymierną wartość.

Jedną z tych osób jest Ka-melia, która być może nigdy nie usłyszałaby „mamo” od swojej córeczki Amelki, gdyby nie było Programu Powszechnych Przesiewowych Badań Słuchu u Noworodków. To dzięki Orkiestrze Amelka rozwija się, jak inne zdrowe dzieci, uczęszcza do przedszkola, słucha bajek, bawi się z rówieśnikami komunikując się słowami, mową wyraża uczucia, emocje, słucha szeptu czułych słówek rodziców, szumu wiatru, śpiewu ptaków ... To, co jest dla nas takie naturalne, dla rodziców Amelki jest nadzwyczajne.

To Ka-melia z naszego Forum Kwiatowego zainicjowała akcję pomocy WOŚP. Poruszyła nasze serca historią Amelki i swoją wrażliwością. Wcześniej poruszyła serce Jurka Owsiaka, który pozostawał z nią w kontakcie, pytał o Amelkę przed operacją, po operacji, jak przebiega jej rehabilitacja.
Kamcia otworzyła nam furtkę do TVP. Hura! Będziemy robić bukiety dla gości w TVP na
XVIII Finale WOŚP. Kamcia pilotuje całą sprawę. Biuro Fundacji WOŚP chętnie przystaje na propozycję zrobienia bukietów, gdyż rokrocznie zakupywało bukiety dla swych gości w studiu, uszczuplając tym samym kasę Fundacji.

To był początek drogi, która wcale nie była prosta, ba, czekało nas sporo naprawdę niebezpiecznych zakrętów i trudnych do przebrnięcia przeszkód. Sprawa najważniejsza – sponsor, który zechciałby zainwestować „w ciemno”, w prawie nikomu nieznanych wykonawców bukietów. Tajemnicą Janka pozostanie pewno na długo, a może i na zawsze, jakich użył argumentów, by sponsor jemu i nam zaufał. Wchodzi w to ryzykowne przedsięwzięcie, wykłada kasę na stół. Nie wiadomo kto ma większe obawy, czy Pan Woźniak („Victoria”), czy my wszyscy razem.

Z grupy kilkunastu chętnych do robienia bukietów pozostaje 6. osób. Jak do zrobienia ok. 100 sztuk „odlotowych” bukietów, to trochę mało. Na szczęście nasze „połówki” wyrażają akces do prac pomocniczych. Tym sposobem mamy dyspozycyjnych kierowców, zaopatrzeniowców, fotoreporterów ... i silne ramiona do wsparcia w chwilach słabości. Później okaże się, że jest to naprawdę zgrana ekipa.

7 stycznia w czwartek hurtownia Fleura dostarcza zamówione (i zliczone przez Margarett) kwiaty. 

 Wspaniali panowie ze wspaniałymi kwiatami. Rozładowali towar, pomogli nosić i poukładać, zostawili do naszej dyspozycji na kilka dni swoje pojemniki. Kwiaty były wszechobecne wszędzie – w warsztacie mego męża, w garażu, w mojej jadalni, przedpokoju, kuchni, w której roznosił się słodki zapach pękających kwiatów świeżutkiej frezji.

8 stycznia – piątek wieczorem przyjeżdża część ekipy. Kolejna część przekracza progi mego domu w sobotę po południu. W sobotni ranek jest już z nami Bednarka. Przenosimy wszystkie rośliny do warsztatu. Uświadamiamy sobie patrząc na morze kwiatów, jaki ogrom pracy przed nami. Z marszu zabieramy się do roboty.

Kamcia jedzie z naszym kierowcą w południe zobaczyć studio na Woronicza. Już dawno wiedzieliśmy, że bukiety raczej mają być „na gotowo”, że może zorganizują ze 3. stanowiska do pracy, że raczej będziemy „markować” układanie bukietów w studiu ... Ka-melia wraca. Dalej nie wiemy co i jak.

Czasu mało, bukietów wiele. Szaleństwo tworzenia trwa. Kto by przypuszczał, że grupa forumowiczów z różnych rejonów kraju, może tworzyć tak zgraną drużynę. To była praca zespołowa. Jeden drugiemu służył pomocą. Niech ta Orkiestra przygrywa nam do końca świata i o jeszcze jeden dzień dłużej!

Cały czas sypie śnieg. Martwimy się, żeby silniejszy mróz nie ścisnął. Kursujemy warsztat – dom, bo trzeba coś donieść, coś zjeść, bo jeszcze przyjechało auto z południa Polski i stoi przed bramą. Dziękujemy Bogu, że Max już tworzy, że niedobitki dotarły z tak dalekiej podróży, bo cały czas słyszymy w radiu o sparaliżowanym ruchu drogowym, kolejowym. Śnieży nieustannie.

W kompozycjach powtarza się motyw serca, to oczywiste. Są przeróżne przygotowane wcześniej kryzy w kształcie serca, Parvi tworzy serca z wierzby mandżurskiej; hala produkcyjna mego małżonka zapełnia się bukietami i sercami.

Margarett zaczęła pracę od przygotowania bukietu dla żony naszego sponsora; króluje w nim świeże, niczym wiosenny poranek na łące, cymbidium oraz przecudnej urody awangardowe, fioletowe anturium. Ja przygotowałam w adekwatnej kolorystyce słodki prezent dla Pana sponsora. Wtedy już wiedzieliśmy, że sponsorem jest P. Woźniak, który reprezentuje firmę „Victoria”, trzeba przyznać, że długo pozostawało to tajemnicą.

Mijają godziny, a bukietów przybywa bardzo powoli. Kamcia płacze, bo córeczka gorączkuje i na pewno nie dojedzie do nas do studia. Margarett utula ją w swych ramionach, pocieszamy ją wszyscy. Parvi ubolewa nad liliami, że słabo rozchylają swe pąki. Maxa wywaliłam do drugiej hali, ale mam obawy, że mógł się poczuć odtrącony, zatem próbuję zorganizować mu stanowisko między nami, co jest zadaniem szalenie trudnym. Otóż Margarett za nic nie daje mi uprzątnąć barykady, którą misterie zbudowała z odpadów, w trakcie tworzenia swoich bukietów. Udaje mi się wygospodarować kawałek roboczego blatu dla Maxa, Parvi jest bardziej liberalna. Bednarka mało się odzywa, podobnie jak Max. Reszta załogi dowcipkuje ze mnie, że jestem najmniej efektywna (a może i efektowna, może jedno i drugie?), że najwolniej pracuję. Odgrywam się na Max-ie, że nie wykańcza bukietów i miejsce wiązania rafią kłuje moje oko. Pokornie przyznaje mi rację ... i goni mnie znów do domu po jakieś kolorowe wstążki. Przynieś, podaj, pozamiataj ... i jeszcze liczą na wydajność w ilości „wyprodukowanych” wiązanek ...

Mamy patent na przechowywanie bukietów. Rączkę bukietu owijamy papierowym ręcznikiem, moczymy w wodzie z odżywką i szczelnie obwiązujemy reklamówką.

W międzyczasie, nosząc gotowe kompozycje do drugiej hali, podziwiamy, przywiezione busem, Maxa dzieła na aukcje Allegro. Wieniec wielkości opony samochodowej misternie utkany z suszu, mchu i in. elementów naturalnych, rozjaśniony metalicznymi dużymi kulkami korali. Kompozycja stojąca - imponująca. Dzieł Margarett na Allegro nie dane mi było obejrzeć na żywo, widziałam je na zdjęciach. Znając jej rozmach w tworzeniu i wyobraźnię – „małe” dzieła sztuki. Proszę licytować, na pewno warto. Zapraszam również na pozostałe aukcje naszego Forum, które będą trwały do końca lutego.

Podłoga w hali zapełnia się kolorowymi kompozycjami. Dominuje czerwień, która zagrzewa nas do dalszej pracy.

Za oknami sypie śnieg, ściska nocny mrozek. Uwijamy się z bukietami, nawet ja nabrałam tempa. Margarett nurkuje w odpadach w poszukiwaniu ozdobnej szpilki dla mnie, Parvi ręce odmawiają posłuszeństwa. Jej bukiety najwięcej „ważą”, rączkę bukietu trudno objąć, taka jest gruba a jeszcze trzeba związać rafią. Ale dajemy radę! Bednarki oczekujący mąż chyba już zwątpił, że skończymy przed rankiem.

Jest niedziela 10 stycznia godz. 2.00 – jednak kończymy. Mamy niecałe 100 bukietów. Sprzątamy. Zza barykady wyłania się Margarett w całej swej osobie. Solid Wood znów bardzo pomocny w porządkowaniu.

Jeszcze mantykujemy w domu. Śpimy ze 2 godz. Kamcia nie może w ogóle spać. Na Woronicza w studiu nr 5 mamy być przed godz. 9.00. Ustalam z Ka-melią, że ja rano zostaję, poczyszczę pozostałe kwiaty, żeby było z czego dorobić bukiety, w razie gdyby zabrakło. Dojadę później.

Wczesnym rankiem duże zamieszanie. Panie robią makijaże, huczy suszarka do włosów, mieszają się zapachy wody po goleniu, damskich perfum i świeżo parzonej kawy. Wszyscy podekscytowani, adrenalina skuteczniejsza od budzika. Wychodzę z kubkiem kawy do warsztatu, obserwuję, jak „upychają” bukiety, które nie chcą zmieścić się w ducato. Dobrze, że Max zabrał swoje przestrzenne prace w nocy i ma je dowieźć do studia osobno.

Robię bukiet w kolorystyce żółto-czerwonej, mogę poszaleć, gdyż kwiatów sporo zostało. Ale ręce mi drżą.

Wieści od nich – stoją w olbrzymiej kolejce do wjazdu. Tkwią tam dobrą godzinę. Potem zero kontaktu, nie odbierają telefonów. Dzwoni do mnie Pan Techniczny, bo szuka Kamci i naszej ekipy. Ktoś oddzwania. Totalny chaos, nie mamy żadnego stanowiska, kwiaty porozkładali gdzie się dało na rampie wjazdu do studia. Chłodek dla kwiatów w porządku, dla nas niekoniecznie.
Dzwoni do mnie Solid Wood. Mam nie robić bukietów, tylko zabrać oczyszczone róże, które będziemy pojedyńczo rozdawać w studiu. Przygotowuję do zabrania 400 szt. czekolad Wedla, koszyczek do ich roznoszenia, drugi kosz do częstowania pralinami Lindt-a (dostaliśmy 10 kg).

Dzwonią, że są po pierwszym wejściu na antenę. Ania Popek sama sięgnęła po bukiet czerwone serce, był Daniel Olbrychski, Mateusz Damięcki, Justyna Steczkowska ... daliśmy im nasze kwiaty ... krzyczą podekscytowani do telefonu. Uspakajam się. Mija wolno godzina, gdy nagle komunikat, że muszę natychmiast dojechać, bo za półtorej godziny jest kolejne wejście na antenę.

Jezdnie zaśnieżone, ale docieram na Woronicza przed drugim wejściem. Studio telewizyjne nr 5. jest niewielkie. Bardzo gorąco – od reflektorów i emocji. Muzycy dają „czadu”. Las rąk z bukietami w górze. Wszyscy podrygują w rytm muzyki. Tłok niemiłosierny, ale wszystkie twarze roześmiane. „Oj będzie się działo” nie jest tylko sloganem. Wokół grupki skandujących. Widzę wysepki kwiatowe, z daleka widoczne ... to moi, to moi. Pokojowy Patrol robi miejsce na środku studia dla Jurka Owsiaka, kamer i gości specjalnych, którzy ofiarowują coś od siebie na licytacje. PP robi miejsce na ich wejście, by później otoczyć ich ścisłym kordonem – trzymają się mocno za ręce. Nie da się tego kordonu rozerwać, nikt nie może się wśliznąć do kręgu nabliższych przy Owsiaku.

Wbiega Jurek. W studiu szał, pełna szaleńcza euforia, pełne uwielbienie. Tylko wielcy potrafią otworzyć nasze serca, , to wielcy sprawiają, że jesteśmy lepsi. To WOŚP Jurka Owsiaka. Tego się nie da opisać słowami, to czuje się w sercu, duszy, to nieposkromiona radość ciała i umysłu.
Nie widzę zmęczenia i niewyspania u moich współtowarzyszy. Piszczą, krzyczą, podrygują, kołyszą bukietami z rękami uniesionymi wysoko w górę. Jak oni się przeciskają przez ten mur Pokojowego Patrolu?! Widzę jak wręczają kwiaty gościom. Atmosfera coraz gorętsza. Nie słychać co mówi Jurek ani jego goście. Jestem zdezorientowana, jakim cudem oni wiedzą komu w jakim momencie wręczyć bukiet. Lecę za Bednarką i Maxem po następne bukiety, bo na pewno jeszcze komuś trzeba będzie podziękować. Dr Maruszewski toruje nam drogę do obdarowywanego. Na twarzy współorganizatora maluje się zadowolenie.
Solidek, Misiek Parvi i Bednarki szykują bukiety, wyjmują je z naszych „owijkowych kubełków”. Nikt nie wybiera, nie przebiera, łapie bukiet i biegnie do studia. Nie pamiętam jakim gościom daliśmy kwiaty. Mam mętlik w głowie.

Trochę luzu po wejściówce. Jest nasz sponsor pan Grzegorz Woźniak z całą rodziną, uśmiechnięty.

Podziękowania dla nas. Podziękowania dla sponsora.Wręczamy kwiaty żonie, drobny prezent dla niego. Skrępowanie ustępuje, nawiązuje się sympatyczna wymiana zdań przechodząca w luźną, miłą rozmowę. Młodsza córka zagląda do pudełka taty. Jest zawiedziona, bo tam same gorzkie czekoladki. Ale my mamy przecież mleczne praliny Lindt-a! Pełnia szczęścia malowała się na jej twarzyczce, gdy na antresoli Fundacji dumnie trzymała jedną z cyferek aktualnego stanu konta WOŚP.
Wspólne pamiątkowe zdjęcia, kawa w barku, pogawędki, dużo uśmiechów. Janusz obala resztki dzielącego muru my – sponsor. Szeptem obiega nowina, że na przyszły raz mamy nieograniczony budżet. Jesteśmy szczęśliwi.

Kolejne wejście – wywiad z Ka-melią. Adrenalina sięga zenitu. Nasza Kamcia rozdygotana. Nie słychać co mówi Owsiak, co ona. W studiu straszny hałas. Jakaś para z Pokojowego Patrolu tańczy. Zewsząd słychać okrzyki, tłum wiwatuje na cześć Jurka. Wolontariusze szaleją, skandują, gwiżdżą, piszczą. Kamcia wręcza bukiet Jurkowi ... od tego momentu jej emocje zaczną opadać. Kwiaty, kwiaty, kwiaty – dla Maryli Rodowicz, Tomasza Lisa ...

Róże rozdane paniom. Czekolady i praliny mają niesamowite wzięcie. Dr Maruszewski wysyła nas z koszykami słodkości na antresolę do Fundacji, bo „oni tam na pewno potrzebują pokrzepienia”. Ja mam w ręku nie wiedzieć czemu bukiet, zatem wręczam go, okazuje się, że żonie Owsiaka. Opowiada przejęta, jakie niesamowite wrażenie robi las bukietów, na które patrzy z góry antresoli. Oni zapewne spodziewali się raczej niewielkich bukiecików ...
Słodycze znikają szybciutko. Dokładamy, dokładamy ...
Kamcia daje upust łzom, to dobrze. Pewnie znów ląduje w ramionach Margarett czy Parvi. Wszystko dzieje się tak szybko, że mój mózg nie nadąża rejestrować zmian.
Z łezką w oku żegnamy P. Woźniaka z rodziną. Kochany, że nam zaufał. W barze znów kolejna kawa, spokojniejsze rozmowy o firmie „Victoria”, o urodzie żony, córek ... zwykła babska paplanina.

Kolejna wejściówka to pełen komfort. Organizatorzy finału zapewnili nam dostęp do zaczarowanego kręgu. Nie będziemy musieli się przebijać do gości WOŚP przez Pokojowy Patrol, ba, współpracują z nami. W korytarzach wielkie poruszenie, błyskają flesze ... Doda przyjechała. Panowie wniebowzięci. Max musi mieć z nią zdjęcie, umieści je na swojej www. w wydarzeniach. Obdarowuje ją swoim sercem (a może dwoma?). Nasz fotoreporter Marek pstryka ile się da. Max oszołomiony.
Doda to jednak rzeczywiście wielkie wydarzenie. To, co się działo w studiu, gdy stała na środku z różowymi uszkami myszki Mickey, nie sposób opisać. W tym miejscu powinien zdać relację jeden z naszych panów. Przekazuje na aukcję swoją koronę. Ktoś od nas wręcza drugi bukiet serce, z futerkiem, bo „ona lubuje się w futerkach ... szkoda, że nie mamy z różowym ...”
Wręczamy bukiet na ręce Pana Pawła Palucha z Zarządu TVP z podziękowaniami dla całej ekipy telewizyjnej i współpracujących przy realizacji Wielkiego Finału.
Kwiaty dla serialowców – Kasi Glinki, Marty Nieradkiewicz z „Barw szczęścia”, Małgorzaty Pieńkowskiej z „M jak miłość”, sportowców – Darka Dziekanowskiego, Pawła Korzeniowskiego; dla ministra Radosława Sikorskiego. Każdy z gości przyniósł coś na licytację, by wspomóc WOŚP.
Straszne zamieszanie. Wjeżdża zielony pojazd, jakieś UFO? Nie to samochód Revolt z filmu „Ciacho”.

Odkrywamy, że podrygiwanie w rytm muzyki, to dobry sposób na mocno obolałe nogi. Raz jedna odpoczywa, raz druga. Boli kręgosłup, ręce od trzymania cały czas w górze kwiatów, potwornie bolą stopy ... Gorąca atmosfera nie stygnie, zapominamy o bólu, bo znów jakieś wielkie poruszenie, znów coś się dzieje ... A my w środku tego zamieszania ... Ktoś mnie woła, ktoś na mnie macha, nie mogę się przecisnąć. To pani Agatka Dudzińska z biura Fundacji, która uczestniczyła w ustaleniach. Koniecznie chciała mi podziękować i przekazać, że od rana całe Biuro i studio jest pod wrażeniem naszej bukietowej akcji. Ucałowałyśmy się serdecznie. Balsam na skołatane serca. Natychmiast przekazuję te wieści innym. Wielka radość grupy.

Cały czas czeka urodzinowy bukiet dla żony Jurka Owsiaka.

Dowiadujemy się od organizatorów, że będzie wręczany o godz. 23.50, czyli w ostatnim wejściu. Musimy być do końca. Jesteśmy nieżywi. Na rampie coraz zimniej. Nie ma gdzie przysiąść. Boże, jak nas bolą nogi! Każdy szuka miejsca, gdzie można byłoby przycupnąć, choć na chwilę odciążyć stopy i kręgosłup. Dokucza potworne zmęczenie. Czas się wlecze ...

Ostatnia wejściówka na antenę. Raptem znów wielkie ożywienie. Jurek ma taką chrypę, że nie wiadomo, co mówi. Nasze głosy zresztą nie lepsze. Podsumowania, podziękowania, ostatnie rytmy muzyki, kwiaty dla „Dzidzi”, sto lat. Jakże jednak chce się żyć!

Prędko zbieramy się do domu. Gorąca herbatka (wiadomo jaka), wygodny fotel ... fotoreporter Marek podłącza aparat do telewizora ... oglądamy jeszcze ciepłe zdjęcia. Zasypiam na jednej z pierwszych klatek. Reszta towarzystwa bardziej rześka. O młodości, czemuś mnie opuściła?!

W poniedziałek długo leniuchowaliśmy w pidżamkach. Śniadanie jedliśmy dopiero o godz. 14.30. Z wielkim apetytem ... na życie !

Podziękowania szczególne:

- dla sponsora strategicznego firmy „Victoria” Pana Grzegorza Woźniaka, jedynego w Polsce producenta gąbki do kwiatów;

- dla firmy Wedel Cadbury oraz Lindt & Sprungli za słodkości;

- dla firmy SiroScan, oficjalnego dystrybutora produktów P&G Prestige Products na naszym rynku, za wody toaletowe do prezentów na aukcje Allegro;

- dla importera herbat marki Dilmah za aromatyczną, balsamiczną, krzepiącą herbatkę, którą mogliśmy się delektować, jak również zrobić z nią prezenty na aukcje Allegro;

- dla hurtowni Fleura, że zadbała o jakość kwiatów, wypożyczyła pojemniki;

- dla koordynatora Janka, że uwierzył w nasze przedsięwzięcie i przekonał sponsora;

- dla admina, że powstało Forum Kwiatowe – miejsce, które tak szczególnie ukochaliśmy, w którym poznaliśmy wspaniałych ludzi;

- dla Ka-melii za pomysł, niewiarygodny wkład serca i pracy w akcję;

- dla Margarett za pomoc Ka-melii w organizacji i wsparcie duchowe;

- dla Parvi za fartuszki i wielkie zaangażowanie;

- dla Marka za fotoreportaż;

- dla Bednarki za całokształt włożonej pracy;

- dla Maxa za skromność i solidarność;

- dla Solid Wooda za pełną gotowość i relację na żywo;

- dla naszych kierowców, zaopatrzeniowców;

- dla firmy mojego męża PHM Bracia Darscy za udostępnienie warsztatu, dostawczego ducato; mojemu mężowi i rodzinie za pomoc i zrozumienie;

- dla wszystkich, którzy nas wspierali myślą, słowem i uczynkiem;

- dla wszystkich ludzi, którzy okazali serce i wspierali WOŚP;

- dla tych, których mogłam nieopatrznie pominąć.

Autor: Jolanta Darska




:):):):)
:):):):)
:):):):)
:):):):)
:):):):)
:):):):)
:):):):)
:):):):)
:):):):)


Wszelkie prawa zastrzeżone. Treści i zdjęcia są własnością autora niniejszej strony. Jakiekolwiek ich kopiowanie bez jego zgody jest złamaniem prawa.